Filmoteka

niedziela, 17 kwietnia 2011

O "Sali Samobójców" słyszałam wiele pozytywnych opinii, pewnej środy postanowiłam się wybrać do kina i sprawdzić co w trawie piszczy.

Film opowiada o życiu pewnego maturzysty z dobrej, prywatnej szkoły. Dominik ma wszystko o czym mogą zamarzyć jego rówieśnicy. Najmodniejsze ciuchy, najlepszy sprzęt, zajęcia pozalekcyjne, ogromny dom, gosposię, szofera, tylko w jego życiu brakuje jednej rzeczy- rodziców.

Często ich zachowanie jest przedstawiane tak, że mam wrażenie patrzenia w jakieś krzywe zwierciadło. Jednak jeśli się zastanowić i rozejrzeć dokładnie, to w naszym społeczeństwie jest więcej takich rodzin.

Płaszczyzna szkolna- bogaci rodzice, dzieci kupowane za prezenty. Studniówka i przygotowania do niej pokazują jak bardzo dzieci starają się skupić na sobie uwagę, a rodzice spełniają ich zachcianki, by odrzucić ten obowiązek.

Później zaczyna się typowo, podobna historia do wielu widzianych w wiadomościach, niewinny żart przeradza się w odtrącenie. Poszukiwanie siebie, poszukiwanie swojego miejsca, kogoś kto wysłucha, zrozumie, kto ma czas.

Tak właśnie trafia się do Sali Samobójców. Niby zwykłe miejsce w sieci, a jednak. Może jednak świat wirtualny ma większy wpływ na świat rzeczywisty niż nam się wydaje?

Może wirtualni znajomi bardziej kształtują nasze zachowania? Może po prostu nie powinniśmy się w tym zatracać i nie dać się wylogować?

Polecam gorąco, nie wierzyłam, że może w Polsce powstać film bez Tomasza K. i wielu innych lansowanych aktorów. Dobry film, w którym grafika jest na światowym poziomie. A czy Wy oglądaliście już salę samobójców?

 

10/10

środa, 16 marca 2011

Rzadko tu ostatnio zaglądam. Mam wiele chęci do pisania, ale weny i czasu mniej. Zwykle padnięta przeglądam wieczorami bez celu internet. Powolutku czytam 2 tom Larssona i staram się ignorować maile z biblioteki z prośbą o oddanie książek.

Wróćmy do recenzji. Gdy tylko ujrzałam reklamę filmu w telewizji postanowiłam go obejrzeć. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jednak w zeszłe wakacje tuż pod moim nosem powstało bardzo przytulne kino. Od tamtej pory obiecywałam sobie, że muszę się na coś wybrać.

Gdy tylko zobaczyłam plakat z filmem "Czarny czwartek" sięgnęłam po telefon i zarezerwowałam bilety. To bardzo wygodne gdy droga do kina zajmuje 4 minuty w butach na obcasie :)

O moim kinie napiszę więcej już wkrótce, bo wrażenie zrobiło na mnie przeogromne. Zwłaszcza nastrój kina, który pozwala w skupieniu obejrzeć film.

A przy tym konkretnym tytule jest to ważne. O mrocznych czasach komunizmu słyszałam głównie od dziadków i rodziców, bo całe szczęście nim zaczęłam chodzić zmieniliśmy ustrój.

Nie jestem więc obciążona wspomnieniami i to co widziałam było dla mnie nie do pojęcia. Akcja filmu rozpoczyna się w grudniu 1969roku, rodzina Drywów jest szczęśliwa z powodu otrzymania mieszkania. Następnie przenosimy się do roku 1970, gwałtowny wzrost cen żywności i braki w sklepach powodują strajki robotników.

Władza nie chce z nimi negocjować, chowa głowę w piasek, aż w końcu sięga po drastyczne środki. Tu możemy zobaczyć doskonałe kreacje Wojciecha Pszoniaka i Piotra Fronczewskiego.

Film nie jest dla wrażliwych osób. Jest bardzo, ale to bardzo brutalny. Od pewnego momentu łzy cisnęły się do oczu co chwila. Ostatnio płakałam tak chyba na "Chłopcu w Pasiastej Piżamie".

Sceny są przerywane nagraniami z kronik filmowych. To porusza jeszcze bardziej, bo przypomina, że to byli prawdziwi ludzie. Jestem pod wrażeniem determinacji i odwagi prostych ludzi. A także braku litości oprawców zwanych władzą.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to tytuł. Tak naprawdę historia skupia się na rodzinie Drywów. Janek Wiśniewski pojawia się dopiero podczas masakry i gdyby nie scena, gdy idą przez miasto niosąc go na drzwiach, to nie zorientowałabym się kto to jest.

Gorąco polecam.

Gorąco polecam ten film

 

 

środa, 21 kwietnia 2010

"Rok 1960, małe miasteczko we Francji. Vianne Rocher z córką przenoszą się do miasteczka i otwierają sklep z czekoladą. Burmistrz miasta nie może pogodzić się z pozycją przybyszki i robi wszystko, by jej zaszkodzić, ale jej ciepła osobowość i umiejętność zarządzania sklepem, zyskują Vianne przychylność mieszkańców. Wiele się zmienia, kiedy grupa żeglarzy pod wodzą Roux, zatrzymuje się w mieście."

Czekolada, ulubiony towarzysz większości kobiet. Można nie lubić słodyczy, ciastek, batonów, ale czekolada w czystej postaci jest klasykiem. Idealny lek na jesienną depresję, na wszelkie bóle. Czyste endorfiny zamknięte w małej tabliczce czekolady.

Sięgnęłam po ten film z polecenia, w zasadzie zaintrygował mnie tytuł, a opis filmu skusił mnie w zupełności.

Jest to film pełen magii i ciepła. Opowiada o sile przyjaźni, o zjednywaniu sobie ludzi. W dodatku te pyszności występujące w filmie. Dobrze, że nie miałam w domu czekolady, bo pochłonęłabym jej tyle, ile bym znalazła w domu.

Przez cały film kibicuję nierównej walce, kobiecie która jest inna- jest obca z zamkniętym małomiasteczkowym społeczeństwem. Mimo, że walka jest nierówna, udaje się pokonywać kolejne przeszkody.

Polecam, dla tych, którzy potrzebują czegoś niosącego nadzieję. Ja właśnie potrzebowałam po żałobie czegoś z klimatem i ten film spełnił moje oczekiwania.

 

 

 

17:10, ksiazkownia , Filmoteka
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31