niedziela, 05 stycznia 2014

"Tytułowa zołza nie jest jędzą ani wrednym babsztylem. Zołza to kobieta niezależna, która będąc w związku z mężczyzną, nigdy nie przestaje być sobą. Ma poczucie humoru i życzliwy charakter. Nie kłamie, nie gra, nie manipuluje. Zna swoją wartość. Mówi, co myśli, i robi, co chce. Jej zadziorność pociąga mężczyzn i podnosi temperaturę związku. Dlaczego mężczyźni kochają zołzy to nieoceniona pomoc dla kobiet i świetna rozrywka. Ten zabawny poradnik, odkrywający tajemnice relacji damsko-męskich, pomoże wam ułożyć związki z mężczyznami na całkiem nowych zasadach. Zastosowanie reguł atrakcyjności przez superbabki to klucz do wspaniałej miłości."

 

Dlaczego mężczyźni kochają zołzy spoglądało na mnie z półek wielu księgarni, przez pewien czas było chyba nawet bestsellerem. Szczerze mówiąc zaciekawił mnie tytuł, więc postanowiłam ją przeczytać.

Całe szczęście jej nie kupiłam, początek jest całkiem ciekawy, trochę anegdotek, niektóre zabawne, trochę porad jak być niezależną kobietą i nagle zgrzyt.

Autorka w kolejnych rozdziałach sama sobie przeczy. W jednym każe wyrażać swoje zdanie, być niezależną i nie dawać sobie wejść na głowę. W kolejnym znowu wspomina, aby nie mówić o tym co się zrobiło samodzielnie, nie możemy wyjść na kobiety niezależne, radzące sobie np. z wymianą żarówki czy zabiciem pająka.

Ponadto sprytna kobieta tylko chwali swojego mężczyznę, nie krytykuje go

"Jesli zdjecie bedzie wisiec krzywo -a bedzie - udawaj, ze jest idealnie. Po prostu zaczekaj, a wyjdzie z pokoju,i sama je popraw."

"Kiedy wreczy ci czek z wypłata, wyraz wdziecznosc za to, ze pracuje tak ciezko dla dobra całego domu. I znów poczekaj, a wyjdziez pokoju. Potem sprawdz, czy zapłacili mu za wszystkie nadgodziny."

Powyższe cytaty wskazują, że naszym partnerem jest nie mężczyzna, a jakaś niedorozwinięta istota. 

I prawdziwa perełka! Jeżeli uważamy, że facet robi coś źle, to.... powinnyśmy milczeć! Facet poczuje się zdezorientowany i domyśli się o co chodzi. Porównano to do metody wychowawczej dzieci, podobno działa. Lecz moim zdaniem:

 

Jeżeli facet do nas zadzwoni, to choćbyśmy krążyły wokół telefonu jak jastrząb, broń Boże nie można nam odbierać. Żeby widział, że jesteśmy zajęte...

 

Podsumowując, autorka napisała bzdury, które jej tylko przyszły do głowy. Prawdziwej zołzy na oczy nie widziała i nie chodzi mi o zołzę- wredną kobietę, ale o zołzę- kobietę niezależną. Niezależna kobieta wyraża swoje zdanie, nie udaje nikogo kim nie jest, nie bawi się w durne gierki "poudaję, że ratuję świat i nie mogę odebrać", mówi o co chodzi, jeśli coś nie pasuje i wyraża własne zdanie.

W czym jest problem powiedzieć, kochanie, ta półka jest nieco przekrzywiona, przesuń ją trochę do góry? 

Książka nie zawiera porad jak być dorosłą, niezależną kobietą, tylko jak być głupiutką gąską, która prowadzi gierki niczym przedszkolak. 

Ocena nie będzie wysoka, książka zawiodła mnie strasznie, drugiego tomu nie tknę nawet kijem.

1/10

Pozdrowienia dla wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają ;)

niedziela, 16 października 2011

"MaryMarie, wychowana w małym szwedzkim miasteczku, w rodzinie ofiary Holocaustu, wyrasta na zdolną studentkę, członkinię nieformalnego Klubu Bilardowego Przyszłość, zrzeszającego grupę przyjaciół z wczesnej młodości. Kobieta osiąga sukces zawodowy - staje się uznaną dziennikarką, a następnie ministrem. W rządzie zajmuje się między innymi problemem przemocy seksualnej i handlem żywym towarem. W jej życiu osobistym brakuje jednak szczęścia. Mąż, notoryczny kobieciarz, jest sparaliżowany po tym, jak w jednym ze wschodnioeuropejskich miast zostaje wyrzucony przez okno, najprawdopodobniej przez nieletnią prostytutkę. Gdy MaryMarie czuwa przy łóżku chorego, zastanawia się, co w tej sytuacji zrobiłaby Mary, a co Marie. Odpowiedź nasuwa się sama. Jedna - pozwoliłaby mu żyć, druga - odłączyłaby od respiratora... W tym miejscu drogi Mary i Marie rozchodzą się, ich losy - choć pozostają ze sobą w ścisłym związku - biegną w całkiem przeciwnych kierunkach..."

Wieki tu nie pisałam, nauka, pisanie pracy i ogólny wstęp do pisania. Praca obroniona, więc powracam z masą książek. Planuję zrobic recenzje McCarthyego, Allende i wielu innych książek, które już ledwo pamiętam. Zacznę od książki, którą przeczytałam wczoraj.

Ostatnio króluje u mnie literatura skandynawska, jakoś podświadomie wchodzę w alejkę z nią w bibliotece. Zaintrygował mnie opis na okładce, więc wypożyczyłam.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Nie jest to łatwa lektura, często wystarczyła chwila nieuwagi bym myślała : "nie ogarniam". Tam gdzie kończy się Mary, zaczyna się Marie. Dwie zupełnie różne historie życia. Zbrodniarka i pani minister, troskliwa bądź mściwa żona. Obydwa światy toczą się równolegle, bo gdy jedna zasypia, to druga się budzi.

Na początku ciężko było mi się przyzwyczaic, że każdy akapit należy do innej bohaterki, a czasami do osób postronnych. Książka opowiada o tym "co by było gdyby", jedna historia jest prawdziwa, druga to świat urojony. Która? Na początku mnie to ciekawiło, zagryzałam wargi i zastanawiałam się, która bohaterka pochodzi ze świata realnego.

Później nie było to dla mnie ważne, bardziej interesowało mnie co zrobi ta druga. Świat współczesny mieszał się również z przeszłością w licznych retrospekcjach. WIele osób twierdzi, że nie da się rozpoznac, czy to Mary, czy Marie jest rzeczywista. Wydaje mi się, że wiem. Zakończenie dało mi pewną wskazówkę i możliwośc interpretacji. Nie zdradzę jednak co o tym sądzę, ale szczerze zachęcam do lektury!

9.5/10

20:41, ksiazkownia
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011

Osoby, które czytają mojego bloga wiedzą jaki wstręt do wampiropodobnych historii miałam. Niestety, albo stety dla fanów historia Belli i Edwarda tak mną wstrąsnęła, a może wzdrygnęła, że zwątpiłam w dokończenie sagi, albo czytanie o jakichkolwiek wampirach.

Wyjątkiem były książki Moore`a, w których wampiry są fenomenalne, Pratchett deptał mu po piętach :)

Wracając do tematu, o serii dowiedziałam się przez serial. Zachwalała mi go przyjaciółka, zachwytom nie było końca, a podobne opinie widziałam na pewnym kobiecym forum. Jak to u mnie z serialami bywa- wsiąkłam. Obejrzałam dostępny w Polsce pierwszy sezon, a później już w oryginale sezon drugi.

Stacja CW każe czekac fanom do 8 września, więc postanowiłam zasięgnąc źródła, czyli książek. Seria ta powstała ponad 10 lat przed sagą "Zmierzch". Docelowo ma składac się z 10 tomów. Obecnie jest ich dostępnych 7.

Tomy od 1-5 z racji na dosyc małą objętośc zostały wydane w Księgach- po 2-3 tomy na księgę. Wydawnictwo Amber wydało w tym roku już czwartą księgę.

Zabierając się za lekturę wiedziałam jedno- ta książka to oddzielne dzieło niż film. Ale nie spodziewałam się aż takich różnic. Po pierwsze bohaterowie- wyglądają inaczej niż w serialu, są w innym wieku, mają inne pochodzenie, charakter, pojawiają się postaci których nie znamy ze szklanego ekranu, a niektórych po prostu w książce nie ma. Jeśli ktoś oglądał serial i chce przeczytac książkę, to czeka go nie lada zaskoczenie.

Wiedziałam, że jest to książka skierowana raczej do nastolatek. Cóż, mam 22 lata na karku, ale nikt mi czytac nie zabroni :) Faktycznie na samym początku uderza to najbardziej, lekka ckliwośc wylewa się z kart książek, a zwroty "Stefano, och Stefano" przyprawiały mnie o ironiczny uśmieszek. Jednak co najważniejsze, autorka ma o niebo lepszy styl niż pani Meyer.

Wiele osób oburzało się na moją recenzję zmierzchu, jednak okazuje się, że można po ludzku napisac książkę skierowaną do podobnej grupy wiekowej i o podobnej grupie. Oczywiście tematyka jest jaka jest, wampiry, romanse itp. ale czytało mi się bardzo przyjemnie.

Wciąga, odpręża, miła odmiana od innych lektur. Wkrótce wrzucę inne recenzje i zdjęcia stosików :)

Reasumując- czytało mi się przyjemnie, na tyle, że sięgnę po księgę drugą, którą zapobiegliwy tata już mi kupił :)

7.5/10(a może prawie 8, ale to byłoby niesprawiedliwe względem innych książek)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31