niedziela, 15 listopada 2009
Dzisiejszy dzień był bardzo ponury. Warunki nie sprzyjały lekturze, gdyż miałam zajęcia na drugim kierunku. Co prawda przeczytałam kilka stron. Za to wyprawa na obiad zaowocowała udanymi łowami.
Wołały do mnie, zabierz mnie stąd, zabierz. Ja niestety nie mam silnej woli.
Gdybym miała więcej pieniędzy i możliwość przewiezienia tramwajem dużej ilości kwiatków, to domowników by przybyło.
Tak prezentuje się młoda para.Przepraszam za jakość zdjęć, robione przy bardzo słabym oświetleniu, na szybko i rozjaśniane.
Wyżej widać mojego pierworodnego, oczko w głowie moje kochane :) Mam nadzieję, że nowym przybyszom posłużą warunki i towarzystwo mnóstwa książek. Teraz pracując, szkicując, czy relaksując się książką mogę zerkać na mój mały ogród. UWAGA! Ostrożnie z zachwytami, ja zachwyciłam się u Germini, a teraz już wsiąkłam na amen w storczykowy nałóg, powyższe dwa nabytki, to dopiero wstęp. Poszukuję imion dla towarzyszy Freddiego, bo ja kwiatuchy nazywam ;) Małe szaleństwo "Mroczna, alegoryczna wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych. Stu wybranych chłopców wyrusza w doroczny morderczy marsz - meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Tu nie ma miejsca na sportową rywalizację, ludzkie uczucia ani na zasady fair play, ponieważ gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych."
Książka zaszokowała mnie, a czasami wręcz odrzucała. Bardzo ciężko jest mi ją ocenić, ponieważ miejscami bardzo wciągała, a miejscami aż chciałam przerzucać strony. Słowa z okładki "gdzie padnie przedostatni z nich" zrozumiałam na opak. Myślałam, że po prostu gdzie się zatrzyma i usiądzie, bo nie będzie mógł iść dalej. Jednak oznacza to miejsce w którym jego mózg rozpryśnie się na wszystkie strony po spotkaniu z karabinami kilku żołnierzy. Nie mogę pojąć zachowania tych chłopaków, każdy z nich jest pewien swojej wygranej, powstają przyjaźnie, grupy. Nikomu jednak nie przyjdzie do głowy, że 99 zginie i jeśli jakimś cudem to właśnie on wygra, jego przyjaciele nie będą już mieć twarzy. Na samym początku major mówi, że rekord to 12 km. Chodziło chyba o 12 km bez trupa, nie wiem czy to był zamierzony cel autora, może jego pomyłka, a może złe tłumaczenie. Dosyć brutalna i szorstka książka, humor głównego bohatera nie powalił mnie na kolana. Był na poziomie ośmiolatka. Wiwatujące tłumy, obserwujące marsz przypominają widzów walk gladiatorów. Pomysł na fabułę awangardowy, opisy powoli rodzącego się szaleństwa, bólu fizycznego. Wszystko pięknie, ładnie, ale coś mi się nie podoba. Czytałam lepsze książki Kinga.
6/10
piątek, 13 listopada 2009
Gdy usłyszałam, że "Bez mojej zgody" zostało sfilmowane bardzo się ucieszyłam. Mina nieco mi zrzedła, gdy usłyszałam, że w roli matki głównej bohaterki wystąpi Cameron Diaz. Dotąd kojarzyła mi się z rolami naiwnych blondynek w słodkich komediach, bądź dosyć lekkich ról w filmach sensacyjnych. Muszę oddać jej honor, że podołała roli Sary i odegrała ją znakomicie. Nie tylko ona. Wszyscy odegrali prawdziwe emocje, przyznam, że popłakałam trochę. Film strasznie mnie przygnębiał, mimo iż przecież wiedziałam o czym jest.
Jednak nie mogę ocenić samego filmu, gdyż oceniam ekranizację. Gdybym nie czytała wcześniej książki, oceniłabym go bardzo dobrze. Jednak zrobiłam to i myślę, że jest to jeden z tych filmów, które nie oddają całości pierwowzoru, przez co czuje się niedosyt.
Wszystko ładnie się prezentuje, jednak odnoszę wrażenie, że to nie film na podstawie książki, a na jej wybranych motywach. Dobra gra aktorów to nie wszystko, brakuje mi bardziej rozwiniętego wątku Jessiego. W filmie jest po prostu bratem snującym się po kątach, trzymającym się na uboczu. Nie widać jego dramatu przedstawionego w książce, dramatu, który doprowadził go do zbrodni. Uważam, że jego historia była kluczową sprawą w poznaniu struktury tej rodziny. Nie widać tu też swoistej gry między Anną i adwokatem. Tego, jak zgadywała do czego służy mu pies, ich gierek słownych
Reżyser podjął się próby przekazania historii tak, jak to zrobiła autorka- narracją wielu osób. Jednak po kilkudziesięciu minutach zrezygnował z pomysłu, wcześniej pomijając kilku narratorów. Zdumiało mnie też zakończenie. Czyżby autor zrezygnował z przewrotnego i nierealnego pomysłu Jodie? Fakt, zakończenie filmu jest bardziej logiczne i pasuje. Zakończenie książki szokowało i było wciśnięte, jak gdyby w celu przyspieszenia końca. Jednak ono było jeszcze bardziej dramatyczne. Reasumując, gra aktorska oceniona bardzo wysoko, jednak fabuła- przykro mi, czuję, że dałoby się zrobić coś więcej. Pamiętajcie, że oceniam książkę, którą czytałam 1,5 roku temu. Książkę, którą pamiętam dosyć dobrze do tej pory i może znów po nią sięgnę. Książkę, którą co chwila puszczam w obieg i ustawiają się do niej kolejki, a to coś znaczy...
7/10 |
Zakładki:
Biorę udział:
Czytam(również w najbliższej przyszłości):
Literatura na peryferiach(plan lektur):
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||